aaaaaaaaaaa jestem gejem.
Wpisy
Z dnia na dzień staję się coraz bardziej śmielszy co widać (chyba - ja widzę :D) na moim blogu (opublikowałem dwie swoje fotki...szał) ale nie tylko. Więcej rozmów, więcej otwartości, mniej strachu ale odrobinę mniej. Wciąż bardzo się boję i to nie jest lęk jak przed wizytą u dentysta a jak przed pustką i samotnością - nieuleczalny. Granicę przesuwam bardzo powoli, tak by nie wywołać szoku w samym sobie. To nie jest tak, że wyznaczyłem jakieś etapy które za wszelką cenę muszę osiągnąć, po prostu nie chcę stać w miejscu. Każdy krok, choćby w złą stronę, jest lepszy niż stanie w miejscu.
Skąd to wiem? Do tej pory myślałem, że moja szczerość i otwartość przed Anką nie była dobrym pomysłem. Wstydziłem się tego, wstydziłem się siebie i bardzo długo nie mogłem spojrzeć jej w oczy. Rozmawiając z nią wpatrywałem się w podłogę, chmury, sufit... Jednak przez ten czas zobaczyłem, że jej podejście, sympatia, przyjaźń wcale się nie zmieniły. Owszem, często robimy sobie jaja z mojego gejostwa ale to dobrze bo w jakiś sposób oswajamy się z tym.
Poza tym, wciąż poznaję (w większości wirtualnie) nowe osoby. Choć w dużym stopniu są to ludzie szukający dupy na raz (niestety), to są i perełki, z którymi chce się rozmawiać, poznawać, spotykać... Wczoraj do północy gadałem z jednym chłopakiem - dzięki czemu wcale ale to wcale się nie wyspałem, nic to. Było fajnie, sympatycznie, momentami erotycznie, no i dowcipnie a dowcipkowanie ja lubić. I mimo, że pewnie nic z tego nie wyjdzie to cieszę się, że poznaję takich NORMALNYCH ludzi.
Kocham chwile kiedy przychodzi fascynacja drugą osobą. I choć czeka mnie nie jeden szary i ponury dzień, przepełniony smutkiem i tęsknotą to wiem, że zrobiłem malutki krok do przodu. Może już bliżej niz dalej? A może jutro powiem że to nadmierny optymizm?
A żeby nie było tyle słodyczy i lukru, to jestem przeziębiony. K****!!!
Oj czego ja tam nie znalazłem... sporo tego, są i rymy ale tych to raczej świat nie ujrzy :D
Tu chyba było mi bardzo źle...
________________________
Czasami brakuje słów by opisać jak się czuję.
Myśl spowalnia, oczy milkną a z serca ucieka nadzieja.
To mrok pochwycił ostatni promień słońca,
nie wyrwiesz się z objęć ciemności.
Krzyk czapli, słyszysz? Wołanie o pomoc...
Ostatnie nim na zawsze zmruży oczy,
ostatnie nim pogodzi się ze złym.
Pełna bólu, cierpienia, z żalem i tęsknotą za życiem,
walczy by wydrzeć śmierci choć chwilę.
Walczy, przegrywa, pada.
Gdzieś blisko, w blasku księżyca,
odchodzi samotna, zmęczona...
W jej jednej łzie cała nadzieja i miłość spłynęła.

Tak, to ja :)
Długo myślałem czy dam radę coś napisać i czy w ogóle chcę. Skoro postanowiłem opisywać tu wszystkie ważniejsze wydarzenia mego życia to nie mogłem tego pominąć. Miałem nadzieję, że zapomnę ale już od dwóch miesięcy czułem, że zbliża się ten dzień.
12 maja. Pamiętam byłem w pracy gdy zadzwonił do mnie jej ojciec. Zdziwiłem się, miałem nie odbierać bo przecież od jakiegoś czasu nie utrzymywałem z nią kontaktu ale odebrałem. Pamiętam tę ciszę, wiedziałem że tam jest ale z jakichś powodów nie może nic powiedzieć. I nagle te kilka słów, jej imię, samochód, szpital... niczym telegram. Świat się wtedy dla mnie zawalił. Co, jak, kiedy, dlaczego? Wypadek. To koniec.
Wróciłem do domu akurat była u mnie moja Mama. Rozpłakałem się jak tylko przekroczyłem próg domu i długo nie mogłem wydobyć z siebie choć jednego słowa. Znali ją dobrze, bez ich wsparcia czułem, że sam wtedy umrę. Jakby ktoś odbierał mi cząstkę mnie.
Jak to zrozumieć? Dlaczego? Bez sensu... Pretensje do boga, w którego nie wierzyłem - to głupie. Wykrzyczałem mu cały swój ból i życzyłem tego samego... - głupie.
Jak już wcześniej pisałem do dziś mam jej numer telefonu i czasem zdarza mi się go wybrać, jakby z nadzieją, że odbierze. Nie potrafię go wykasować.
Często do niej mówię, zwłaszcza nocą. Kiedyś pisałem do niej listy.
Pamiętam ten uśmiech.
Dziś byłem u niej z samego rana.
~J. Kochanowski.
Dla jednych maj to długi weekend, święta narodowe a dla innych matury i komunie.
Dla mnie maj był zawsze wyjątkowym miesiącem. Nie wiem dlaczego ale był to miesiąc, od którego w moim sercu zaczynało się lato (choć wiem że do niego jeszcze daleko). W tym roku jest trochę inaczej. Jakoś mniej odczuwam ten początek lata a bardziej presję. Presję 12 maja, o czym jeżeli będę miał odwagę i siłę to napiszę oraz presję komunii.
Pewnie mniej niż bardziej wspominałem tu o moim stosunku do kościoła i boga. Generalnie kieruję się zasadą, że nie odnoszę tego co dzieje się w moim życiu do boga. Nie dziękuję mu za dobro, które mnie spotyka ani też nie złorzeczę gdy coś idzie nie po mojej myśli. Zrezygnowałem z wiary. Dlaczego to piszę? Zbliżają się komunie a ja w tym roku wyjątkowo mam aż 3 do zaliczenia i mam dylemat. Być sobą czy zrobić małą rewolucję? Cała rodzina zna mój stosunek w tej sprawie odkąd, jako osiemnastolatek, nie zgodziłem się na bycie ojcem chrzestnym. Mogę być najlepszym wujkiem, ba nawet chcę nim być ale nie zrobię czegoś co do mnie nie pasuje i w co nie wierzę - to hipokryzja. Nie powiem wywołało to dość duże oburzenie w mojej rodzinie ale na szczęście byli i tacy, którzy przyszli do mnie i powiedzieli - rozumiemy.
Wracając do komunii. Wszystko było dobrze, nie myślałem o tym do póki nie kupiłem kartek okazjonalnych, do których naturalnie włożę kasę. Kupowałem na szybko więc nie zauważyłem, że w każdej z nich jest już treść życzeń. I co? Nie podpiszę się pod tekstem: "niech Twą duszę wypełni najświętszy sakrament", "Twoje serduszko niech zawsze będzie przepełnione miłością do Boga", "łaska Boża wypełnia każdy Twój dzień" itd. Niby to proste, kupię inną kartkę i napiszę coś od siebie. Kartka to tak naprawdę pretekst do zadania sobie pytania na ile chcę uczestniczyć w tym przedsięwzięciu i na ile mam być szczery?
Szanuję decyzję innych, ich poglądy dlatego nigdy nie staram się nikogo przeciągnąć na "ciemną stronę mocy". Tylko na ile to dziecko, ten aniołek w białych rękawiczkach wie co się wokół niego dzieje? Na ile Ci rodzice robią to z potrzeby serca a nie bo tak trzeba? Ja sam komunię zaliczyłem, choć z wątpliwościami, do bierzmowania jednak nie dotarłem bo już wyrobiłem sobie poglądy.
Czy to ślub, pogrzeb czy komunia nigdy nie uczestniczyłem w mszach. Czasami jestem w kościele ale raczej żeby wesprzeć bliskich, wtedy jednak stoję z boku lub na końcu. Raz w życiu zdarzyło mi się, że po mszy podszedł do mnie ksiądz i zapytał czemu się nie modlę, bo nie śpiewam, nie klękam itd. tylko stoję. Odpowiedziałem, powiedział że rozumie, nie ma do mnie pretensji czy żalu i jeżeli kiedykolwiek będę miał jakąś wątpliwość, chęć porozmawiania o bogu to zawsze mogę tam przyjść. I to mi się spodobało, bo liczyłem na opierdziel a facet zachował się jak człowiek. Nie umoralniał mnie tylko zrozumiał.
Moja siostra żartuje, że za każdym razem gdy przekraczam (np. turystycznie) próg kościoła to żebym uwarzał na piorun z nieba.... kochana jest :D
Pozory.
Na piwie bez piwa byłem, bo trochę ostatnio przesadzam z piciem a przeca mnie nie wolno. Piwo oczywiście z Anką bośmy nie widzieli się tydzień czasu a wiele się wydarzyło.
Niestety wywalili ją z roboty, w sumie to pracowała na zlecenie ale wiadomo o co chodzi... Oboje więc szukamy pracy i doszliśmy do wniosku, że założymy sex-telefon hahaha. Próbki jęków, szczytowań itd. można było usłyszeć dziś za free w knajpie przy świętokrzyskiej. W ruch poszła także bita śmietana i rurki dostarczone nam wraz z kawą. Nie wiem dlaczego ale przy niej mi jakoś odwala i to bardzo ;-)
Wciąż jednak nie potrafię z nią normalnie rozmawiać na wiadomy temat. To śmieszne ale bardziej otwarty jestem via sms niż twarzą w twarz. Jakoś ciężko mi o tym mówić patrząc jej w oczy ale nie jest to tabu.
Na koniec dowiedziałem się, że "zachęcająco kręcę dupcią", podobno od zawsze i teraz to wiele tłumaczy. Przez to wszystko tak się zestresowałem, że idąc do metra, ruchy mi się usztywniły i pewnie wyglądałem jak robokop.
U nas pewnie też by to tak wyglądało. Babka Kiepska jest najlepsza...szkoda, że już jej nie ma :(
"3,5 za godzinę..." :D
"ten pan powiedział żebym się bujała, to się bujam" hhaha
Chciałbym się od Ciebie uzależnić, wdychać Twój zapach i chłonąć każdym milimetrem mojego ciała.
Chciałbym żebyś mnie poniewierał, odurzał i wbrew moim myślom władał nimi.
Chciałbym byś kradł me spojrzenia, po cichu, ukradkiem.
Chciałbym byś mnie zawstydzał - niech oblewa mnie rumieniec.
Chciałbym być więźniem Twych ramion gdy nerwy każą mi wyjść.
Chciałbym musieć czekać w strugach deszczu i zgrzytać zębami gdy się spóźniasz.
Chciałbym tęsknić za Twoim dotykiem gdy tylko się rozstaniemy.
Chciałbym nie móc przy Tobie zasnąć.
Chciałbym parzyć się w język gorącą herbatą przy wspólnym śniadaniu...
...i mieszkać z Tobą w za ciasnym mieszkaniu.